Zrozumieć głębiej siebie i relacje z drugim człowiekiem

Ten artykuł jest dla osób, których świadomość siebie jest rozwinięta przynajmniej do tego poziomu, że nie obwiniają oni innych za to, co im się przytrafia oraz za to, jak się czują i jak wygląda ich życie.


Relacje z drugim człowiekiem to bolączka każdej jednostki. Człowiek to zwierzę stadne. Dobrze się czuje w otoczeniu innych. Drugi człowiek daje nam poczucie bezpieczeństwa, przynależności, wartości, ważności. Drugi człowiek nas buduje i motywuje, jest źródłem szczęścia, ale też i łez. Życie bez innych nie istnieje. Relacja staje się bolączką w momencie, gdy relacja ze sobą samym nie jest uzdrowiona.


Przez 40 lat żyłam przekonana, że nie jestem warta miłości, uwagi, zainteresowania.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego przekonania. Gdzieś podskórnie czułam, że coś jest nie tak, ale nie koncentrowałam się na tym odczuciu nigdy na tyle długo, aby odkryć czym jest ono naprawdę. Uwaga i koncentracja ludzkiego mózgu aż 10 razy szybciej i łatwiej idzie na zewnątrz, niż do środka. Dzieje się tak dlatego, ponieważ ludzki mózg jest wyposażony aż w dziesięć razy więcej połączeń neuronowych idących do oczu, niż z oczu do mózgu. Dlatego ciężko jest nam się skupić wewnątrz lub wytrzymać w stanie obserwacji siebie i uważności siebie przez dłuższy czas.


Moje odkrycie, że nie kocham i nie akceptuję siebie dokonało się samoistnie w momencie, gdy podjęłam decyzję, że od teraz najważniejsza dla siebie będę ja sama, że najpierw będę zaspokajać swoje potrzeby a dopiero potem pomagać innym i że moje zdrowie i dobrobyt są dla mnie najcenniejszą wartością, a ci, którzy ze mną obcują będą mogli z tego zdrowia i dobrobytu korzystać, jak z życiodajnej fontanny, której źródło nigdy nie usycha.


I tak oto, gdy odkryłam, że na głębszym poziomie swojej podświadomości wibruję poczuciem wstydu, zażenowania, niekochania, nieakceptowania, zaobserwowałam jednocześnie, że właśnie takie relacje miałam w swoim życiu, wibrujące wstydem, nieśmiałością, brakiem miłości i akceptacji.


Skąd wzięło się to przekonanie?

Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie z jasną deklaracją, że oto w tym momencie mojego życia zadziało się coś, co sprawiło, że przestałam siebie kochać. Być może nie kochałam siebie nigdy. Gdy rodzimy się, jesteśmy jak biała karta, mózg jak gąbka wchłania wszystko i wystarczy, że w tym wszystkim przewaga napływających do nas opinii i ocen na swój temat była negatywna, w efekcie czego w umyśle powstał negatywny obraz siebie.


Skąd mam wiedzieć, co naprawdę o sobie sądzę?

Gdy ludzki mózg wyczuwa zagrożenie, a takim jest odrzucenie i brak akceptacji ze strony otoczenia, tworzy coś na pozór płaszcza ochronnego, przykrywając i chowając pod spodem negatywne uczucia względem siebie. Ten płaszcz ochronny u każdej osoby będzie inaczej wyglądał, nazywa się on charakterem. Jedna osoba przykryje brak miłości krzykiem i robieniem wokół siebie szumu, inna osoba przykryje brak miłości ciszą i wycofaniem się z relacji. Im mniej miłości, tym grubszy płaszcz i więcej warstw ochronnych pod postacią barwnej lub toksycznej osobowości.


Aby odkryć, czy kochasz siebie naprawdę najlepiej jest zadać sobie pytanie – jak wyglądają moje relacje z drugim człowiekiem?

Czy przyjmuję go do swojego życia, czy unikam jego obecności, wzroku, uwagi, komplementów, zainteresowania, pytań? A także, jak reagujesz, gdy brak jest jego obecności, wzroku, uwagi, komplementów, zainteresowania, pytań…? Gdy już dojdziesz do sedna i zrozumiesz, że nie kochasz i nie akceptujesz siebie, że wydaje ci się, iż nie jesteś wystarczająco dobry, piękny, pomocny, że masz to mocne przekonanie, że coś jest z tobą nie tak, że jesteś jak defekt, ubytek, wtedy przejdź do kolejnego pytania:


Jak wpłynęło to na moje życie?

Gdy ja rozpoczęłam dogłębne spojrzenie wstecz, zrozumiałam wszystkie swoje zachowania, sytuacje, które mi się przytrafiły, reakcje innych ludzi na mnie i moje działania. Odkryłam jednocześnie, jak wiele cierpienia, smutku, łez, złości i straconej energii kosztowało mnie właśnie to, że głęboko w moim mózgu zakorzenione jest ustawienie i przekonanie o braku własnej wartości, miłości i akceptacji.


Po tych wszystkich objawieniach i uświadomieniu sobie, że każda relacja jest zdrowa zawsze, gdy płynie z serca, i zawsze jest źródłem cierpienia, gdy płynie z przekonań, trzeba zadać sobie jeszcze jedno pytanie:

Czy to przekonanie na swój własny temat, choć jest realne, jest faktycznym połączeniem neuronów w mózgu, ono istnieje, czy jest jednocześnie prawdziwe?

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba wejść w rolę obserwatora. To nie jest łatwe zadanie, móc spojrzeć na siebie i swoje życie obiektywnie, ale można się tego nauczyć i to wyćwiczyć. Jest to możliwe dzięki energii. Im więcej masz energii, tym stajesz się większą przestrzenią i masz większą perspektywę. Okazuje się wtedy, tak nagle dostajesz olśnienia, gdy widzisz siebie troszczącą się o swoją rodzinę, pomagającą innym, będącą cierpliwą i uprzejmą dla nieznajomych. I nagle widzisz, jak sumiennie i uczciwie wykonujesz swoją pracę i jak bardzo pragniesz tylko jednego, dobra i miłości dla siebie i innych.


Gdy to zobaczysz, twoja świadomość dokona zmiany. Jest to okazja dla Ciebie, aby wyjść ze starego wzorca braku miłości, w nowy – obfitości miłości. I tak podsumowując cały ten proces, do którego zachęcam Cię tu i teraz, aby stał się dla Ciebie źródłem do przemyśleń i inspiracją do medytacji, odpowiedz sobie na ostatnie już pytanie -


co sądzę o sobie teraz?

Możesz stworzyć nową wersję, nowy program i nowe nastawienie do siebie oraz innych.


Ten artykuł dedykuję Kasi💕





Photo by Giulia Bertelli on Unsplash

55 wyświetlenia1 komentarz

©2020 by Ola Mason.