Jak pomóc dziecku zaadoptować się w nowym środowisku

Aktualizacja: wrz 3


Post ten piszę jako coach ale też jako matka małego człowieka, który w swoim krótkim życiu przeszedł bardzo dużo zmian i chyba już nabrałam wprawy w prowadzeniu tego procesu, więc piszę😉

Rozpocznijmy od faktu podstawowego – twoje dziecko jest twoim przedłużeniem, twoją kopią, twoim lustrem. Jeśli z tym faktem walczysz to znaczy, że unikasz odpowiedzialności i chyba w tym momencie kończysz czytanie tego wpisu😉 Prawda jest taka, że nasze dzieci czują i zachowują się odbierając wibracje z otoczenia, a te najsilniejsze płyną właśnie od rodziców. Dlatego też, jeśli rodzice są zagubieni, żyją w lęku i niepewności, dzieci też będą miały trudność ze znalezieniem pewności siebie w otaczającym ich świecie, bo jak być silnym jeśli osoby, które mnie chronią i uczą są słabe? Od słabych rodziców dzieci uczą się słabości, a od silnych uczą się siły.

Więc, czym jest ta siła? Siła pochodzi z własnej identyfikacji, kim jestem, jak postrzegam siebie. Jest to bardzo ważne jeśli jesteśmy w nowym środowisku, szczególnie takim, które jest totalnie kulturowo odmienne od tego, co znamy. Ja nie wstydzę się tego kim jestem i skąd pochodzę, mówię głośno po polsku do mojego dziecka i męża, wszędzie gdzie jestem, nie udając że nagle za pomocą czarodziejskiej różdżki stałam się brytyjką, o nie. Mój syn to widzi i też uczy się przez to, że język rodzinny to ważna część jego jestestwa, którą trzeba pielęgnować.

Rodzicu – zasada nr 1 – bądź dumny tego, skąd pochodzisz. Nie wstydź się mówić po polsku, po śląsku, po kaszubsku, nie wstydź się swojego polskiego akcentu, gdy mówisz po angielsku. To jesteś Ty i to sprawia, że jesteś wyjątkowy, a tym samym atrakcyjnym. Ucz tego swojego dziecka.

Oprócz dumy i wyprostowanej postawy kolejną kwestią jest koncentracja na tym, dlaczego w ogóle w tym nowym środowisku się znaleźliśmy? Dlaczego przeprowadziłam tu swoje dziecko? Każda zmiana wiąże się z poświęceniem czegoś i zazwyczaj poświęcamy w imię nowego, lepszego życia, nasze więzy, zostawiamy rodzinę, przyjaciół i pojawiamy się w nowej przestrzeni z nadzieją, że poznamy nowych ludzi. Bardzo ważne jest nieprzyspieszanie tego procesu. Nic na siłę. Zapuszczanie korzeni trwa, poznawanie ludzi trwa. My mieszkaliśmy ostatnie 5 lat w Rybniku i zaledwie na samym końcu przed przeprowadzką nagle pojawili się w naszym życiu przyjaciele (dziękuję Wam Kochani, jesteśmy sercami cały czas razem!).

Rodzicu – zasada nr 2 – bądź cierpliwy i trzymaj „eyes on the prize” czyli koncentruj się, dlaczego jesteś w tym nowym miejscu. Ekonomia? Skup się na finansach. Zdrowie? Zmień styl życia. I tego samego uczy się od ciebie twoje dziecko. Uczy się cierpliwości, konsekwencji, koncentracji i osiągania celów. W takim układzie nie ma czasu ani miejsca na płacze, tęsknoty i samotność. Jest działanie, akcja i energia.

I najważniejsze – ciesz się życiem, ciesz się z nowych możliwości, otwórz się na nowe, rozmawiaj z ludźmi (pamiętaj – po swojemu!;), uśmiechaj się, zagaduj, bądź przyjaźnie nastawiony. Nie ma nic gorszego niż rozpoczynanie nowego życia z negatywnym nastawieniem, z pretensjami, z narzekaniem. Chcesz, aby twoje dziecko przestało narzekać? Przestań narzekać ty sam!

Świat jest piękny, a naszą rolą jest w tym świecie błyszczeć, lśnić, dawać ekspresję swojego ducha. Nie pozwól, aby kulturowe, psychologiczne czy inne oczekiwania i uwarunkowania zamknęły cię i twoje dziecko w więziennej klatce lęku i uprzedzeń. Jeśli będziesz w takiej klatce tkwić, żadna przeprowadzka nie da ci uwolnienia a i sam nie pomożesz swojemu dziecku rozpocząć nowego, lepszego życia.

Uwolnij się, otwórz ramiona, wypnij pierś do przodu i wspólnie z dzieckiem maszeruj przez życie pamiętając cały czas, skąd pochodzisz i że twoi przodkowie i aniołowie cały czas trzymają nad wami pieczę.


29 wyświetlenia

©2020 by Ola Mason.